wtorek, 27 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ IV
                                              " PRAWDZIWA MIŁOŚĆ JEST WIECZNA "

                                                                             Po prostu kompletnie się zauroczyłam ! To było magiczne uczucie ! Wróciłam do domu całą w skowronkach. Mama popatrzyła na mnie pytającym , ale radosnym wzrokiem.
- Co się stało ? - zapytała z podejrzliwym uśmiechem.
- A nic...-powiedziałam nadal oszołomiona.
Wierzyłam już na pewno , że uda mi sie to pokonać , i że na pewno zwyciężę ! Wrócę do surfingu i będzie dobrze ! Tak , ja w to wierzę , jest we mnie tyle pozytywnej energii ! Jeśli będę myślała tak dalej będę mogła sięgnąć chmur.
                                                     Nadeszła następne wizyta w szpitalu. Byłam kłębkiem nerwów. Czułam się jakbym w środku miała tykającą bombę , która tylko czeka aby wybuchnąć ! Mama patrzyła na mnie i wciąż powtarzała " córeczko wszystko będzie dobrze zobaczysz ! " albo " pamiętasz ? Cały czas powtarzaj sobie w myślach Carpe Diem ! ". Rzeczywiście jej słowa lekko podniosły mnie na duchu , ale jeszcze nie całkiem.
" Carpe Diem " . - pomyślałam.
         Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Bart napisał mi sms-a. Było w nim napisane : " Hej ! Pamiętasz nie odpuszczaj ! Tylko mięczaki odpuszczają ! ".Kiedy to przeczytałam na mojej twarzy pojawił się piękny uśmiech. Od razu wyjęłam swój naszyjnik z napisem " Not forget about me " , do mych oczu zaczęły napływać łzy szczęścia. Miałam głęboką nadzieje , że sie uda , że lekarze w końcu znajdą odpowiedniego dawcę. Czułam , że minuty ciągną się w nieskończoność. Wczoraj nie przespałam całej nocy , ponieważ strasznie długo czytałam o białaczce w Internecie. Wyczytałam , że jeśli nie znajdą odpowiedniego dawcy i nie przejdę operacji będę musiała brać chemię , przez co będą mi wypadały włosy. Ale na pewno myślałam , że się uda i dalej będę mogła surfować.
-Denerwujesz się ? - zapytała mama.
-Strasznie...nie wiem co mnie czeka i nie wiem czego się spodziewać...-powiedziałam zdenerwowana.
Czułam się trochę jak w reality - show o chorobach nastolatek. Wiedziałam , że nawet jeśli znajdą odpowiedniego dawcę , moja psychika już chyba nigdy nie będzie taka sama , ponieważ takie przeżycia związane z jedną z najbardziej poważnych chorób na świecie bardzo działa na psychikę danej osoby. Wreszcie dojechałyśmy do szpitala , brzuch bolał mnie niemiłosiernie , a miałam dobre myśli co do tego. Kiedy weszłyśmy do szpitala stanęłyśmy przed drzwiami doktora Peppera. Nie wiedziałam co  mnie dalej czeka.

ROZDZIAŁ 3


                                                                        ROZDZIAŁ III
                                                                                    " ŚWIATEŁKO NADZIEJI "
                                     
Gnałam coraz szybciej , aby zdążyć dogonić mamę. Wreszcie ją dogoniłam.
- Gdzie ty byłaś ? - zapytała.
- Z nowy kolegą na shaku , nie gniewasz się ?
- Byłaś z chłopakiem ? Naprawdę ?
-Tak...?
Twarz mamy automatycznie nabrała kolorów.
- To świetnie ! Wreszcie z kimś wyszłaś ! Jak ma na imię ?
-Bart.
Bart był krótkowłosym blondynem , jego oczy miały kolor błękitu jak morska fala. Nie wiem dlaczego , ale chciałam znowu wrócić na deskę ! To było niewiarygodne , po raz pierwszy czułam motyle w brzuchu !
         Kiedy wróciłyśmy do domu pierwsze co zrobiłam było wyjęcie starej deski surfingowej. Mowy nie było o porzuceniu surfingu ! Ciągle jeździłyśmy z mamą na plażę i ciągle surfowałam. Oczywiście powrót o surfingu wcale nie był usłany różami ! Ciągle albo się potykałam albo spadałam z deski , ale na pewno się nie poddam ! Pewnego dnia kiedy byłam na plaży znowu trenowałam surfing. Byłam już tak samo dobra co jeszcze przed chorobą.
- Cześć Brithany ! Ciągle ćwiczysz !? - zawołał Bart idąc w moją stronę.
- Już nie muszę ćwiczyć ! - zawołałam radośnie.
Bart uśmiechnął się radośnie , a potem powiedział :
 - To świetnie ! Wiedziałem , że ci się uda !
 Szybko  zeszłam z deski , podbiegłam do Barta i mocno go przytuliłam.
- Dziękuje , że cały czas wierzyłeś we mnie , wsparcie najbliższych pomaga mi to pokonać... - powiedziałam z lekkim uśmiechem i łzami w oczach.
Chłopak uśmiechnął się i wyciągnął  coś z kieszeni. Było to małe pudełeczko. Kiedy je otworzyłam moim oczom ukazał się piękny szczerozłoty naszyjnik z sercem. W samym środku tego serca widniał napis "  Not forget about me ". Zaniemówiłam.
- Bart...Bardzo ci dziękuje !
Bart ostrożnie zapiął naszyjnik na mojej szyj.
- Podoba ci się ? - zapytał.
- Pewnie ! Ale dlaczego tu pisze Not forget about me ?
- Bo nie ważne co się stanie , a wiem , że będzie dobrze , musisz nigdy o mnie nie zapomnieć , tak jak ja nigdy nie zapomnę o tobie...
" Carpe Diem " - pomyślałam.
Nasze usta powoli zaczynały zbliżać się do siebie , aż w końcu połączył nas pocałunek prawdziwej i szczerej miłości.

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ II
                                                                                                     " Wina czy kara "
    Powoli szłam w stronę salonu , a potem wskoczyłam w głęboki fotel. Włączyłam TV. Akurat leciał serial o celebrytach.
-Kolejna gwiazda to Marlin Monroe , która w wieku 39  lat  zmarła z powodu przedawkowania.
Od zawsze fascynowała mnie postać Marlin Monroe , ponieważ według mnie była to godna zainteresowania osoba.
        Minuty i godziny ciągnęły się w nieskończoność. Co parę sekund spoglądałam na zegarek , który wisiał na ścianie. Cały czas myślałam o surfingu. Naprawdę to było moje prawdziwe powołanie. Kochałam surfing i nie zamierzałam go zostawić. Tego samego dnia mama zadzwoniła do doktora Peppera i zapytała czy ma dla mnie dobre wieści i czy nadal mogę surfować.
-Kochanie...-zaczęła mama wchodząc z telefonem do salonu.-dzwoniłam do doktora Peppera i zapytałam czy możesz surfować. Niestety doktor powiedział , że to nie wchodzi w grę. Przykro mi.
Że co !? Ja miałabym porzucić surfing !? Przecież surfing to moje drugie życie ! To połowa mnie ! Nie mogę , po prostu nie mogę do pozostawić ! W nocy nie zmrużyłam oka , cały czas myślałam o tym , że już nigdy nie będę surfować. To niewiarygodne ! Nie chciałam z nikim rozmawiać , nie chciałam nic jeść. Chciałam tylko być w moim pokoju , w ciemności...
      Całkiem pogrążyłam się w sobie i skryłam się jeszcze bardziej niż kiedyś. Mijały godziny , dni , tygodnie i miesiące. Pewnego dnia mama weszła do mojego pokoju.
-I co gotowa ? - zapytała z uśmiechem.
-Ale na co ?- powiedziałam nie wykazując przy tym żadnych emocji.
- Na wyjazd na plażę ! Mówiłaś , że pojedziemy tam wtedy kiedy będę chciała , więc dzisiaj jest ten dzień !
-Nie chcę nigdzie jechać...
Mama spojrzała na mnie poważnie , podeszła do mnie , usiadła koło mnie na łóżku i powiedziała :
-Słuchaj Brithany ! Wiesz ile osób to przezwycięża , a potem normalnie żyje ? Nie możesz wiecznie się bać ! Musisz stawić temu czoło i iść na przód. Przecież życie toczy się dalej , a jedna przeszkoda nie musi tego skończyć ! Nie możesz wiecznie żyć w ciemności , musisz wyjść na światło dzienne i pokonać strach ! Jest takie słowo " Carpe Diem " jest to słowo łacińskie. Oznacza chwytaj dzień. Ty właśnie musisz powtarzać to słowo cały czas ! Musisz w końcu uwierzyć , że wszystko skończy się dobrze.
Słowa mojej mamy chyba na dobre utkwią mi w mej pamięci. Miała całkowitą rację ! Musiałam chwycić dzień i opanować moje życie.
-Masz rację ! -powiedziałam wstając.
Mama uśmiechnęła się i powiedziała :
-No , więc pakuj rzeczy , ubierz się i jedziemy !
Szybko wyskoczyłam z pokoju i poszłam sie przygotować.
       Jechaliśmy na plażę , ja jadłam truskawki , tak długo nie czułam ich pysznego smaku w ustach . Kiedy dojechałyśmy na plażę i wysiadłam z samochodu , ujrzałam przepiękny widok. Był to wielki i piękny ocean. Te fale w oddali , to słońce i ta morska bryza , którą kochałam !
" Carpe Diem " - wciąż myślałam.
Weszłam na gęsty piasek i założyłam strój kąpielowy.
-Może pospaceruj po plaży , a ja będę się opalała dobrze ? -zapytała mama.
Lekko pokiwałam głową. Spacerowałam po całej plaży , delikatna bryza wodna pryskała na moje ciało. Szybko spostrzegłam budkę z colą , więc szybko do niej podeszłam i kupiłam jedną dużą colę. Na sobie miałam krótkie szorty z wysokim stanem i t-shirt z napisem " Creazy Life ".Spacerowałam i piłam colę , aż nagle zauważyłam stado mew , które leciały w stronę słońca. Niestety nie zauważyłam , że w moją stronę jechał jakiś chłopak na desce. On chyba też mnie nie zauważył , ponieważ kiedy już miałam odwrócić się , aby dalej iść oboje zderzyliśmy się. Cola , którą trzymałam wylała mi sie na T-shirt , a chłopak przewrócił się , a z nim także ja.
-Uważaj jak chodzisz idioto ! - krzyknęłam próbując wstać.
-Przepraszam , nie zauważyłem cię.-powiedział pomagając mi wstać.
-Powinieneś bardziej uważać wiesz !?
-Ja !? A ty ?
-Co ja ? Przecież  ja nic nie zrobiłam , to ty wjechałeś na mnie i jeszcze wylałeś mi colę na T-shirt !
-Pfs !
O nie ! Na to sobie nigdy nie pozwalam !
-Co pts !
Chłopak odwrócił się do mnie i powiedział :
- Jesteś wredna ! Wina leży też po twojej stronie !
- Tak , po mojej ! - powiedziałam to i poszłam dalej.
Chłopak szybko podbiegł do mnie i powiedział :
- Hej ! Zapomniałem zapytać cię jak się nazywasz ?
-Brithany. -powiedziałam idąc dalej.
-Brithany ! A ja Bart !
Nie zważałam na jego słowa tylko szłam dalej.
- Zaczekaj Brithany ! Może dasz się zaprosić na przeprosinową colę ? Albo shake ?
-Nie mam ochoty ! - burknęłam.
- Proszę ! Ja stawiam i przecież jestem ci to winien ! - powiedział z uśmiechem.
Pomyślałam , że to przecież nic złego , że pójdę z nim i chyba przecież powinnam chwytać dzień prawda !?
- No dobrze , ale tylko godzina !
- Spoko tylko godzina , idziemy ?
Lekko pokiwałam głową.
Najpierw poszliśmy na skate i frytki.
-Masz na imię Brithany tak ? - zaczął. - to jak masz na nazwisko ?
- Queen.
Bart popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.
-Dlaczego jesteś smutna ? - zapytał.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Wcale nie jestem smutna , tylko ci się wydaję !
- Przecież widzę , że coś jest nie tak.
Zrobiłam jeden głęboki łyk i powiedziałam :
- Ostatnio miałam trudny okres...
- Jaki ? Przepraszam nie chcę być natrętny , ale po prostu jestem ciekawski.-powiedział z uśmiechem.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.-powiedziałam śmiejąc się.
Bart także się śmiał. Po chwili wziął jedną frytkę do ust.
- Ostatnio dowiedziałam się , że jestem ciężko chora.
Powiedziałam mu to , ponieważ myślałam , że jest osobą , której naprawdę można zaufać.
- Oh ! Przepraszam , ale nie wiedziałem.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam :
- Tak...lekarze stwierdzili u mnie raka...
Bart złapał się za usta , a po chwili powiedział :
- Przykro mi , ale nie martw się , przecież tylu osobom się udaje to zwyciężyć ! - powiedział.
- Moja mama mówi to samo...- nagle przypomniałam sobie , że mama pewnie nadal na mnie czeka.  Spojrzałam na zegarek , była 17 : 00.
- O mój Boże ! Bart strasznie cię przepraszam , ale muszę wracać do mojej mamy !
- Spoko , ale chciałbym dostać chociaż twój numer telefonu !
Szybko zapisałam mu mój numer , a on dał mi swój. Potem szybko popędziłam do mamy , która pewnie już na mnie czekała.

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ I
                                             "POCZĄTEK "
       Budzę się i czuję, że to tylko sen. Letni , poranny wiaterek przeszył w mgnieniu oka całe moje ciało. Szybko zeszłam po długich i krętych schodach na parter i powoli zaczęłam iść w stronę kuchni.
             Spojrzałam na mamę , która jak co dzień rano przygotowywała naleśniki , a potem na tatę , który patrzył na mnie ze zdjęcia. Tata już od roku walczył na wojnie w Kazachstanie i porozumiewaliśmy się tylko przez telefon lub skype.Za każdym razem gdy zadzwonił telefon ja i mama czekałyśmy na dobrą nowinę , że jest wszystko dobrze. Jednak dotychczas nie miałyśmy okazji się cieszyć. Tego dnia ja i mama miałyśmy razem wybrać się na plażę , abym mogła surfować na tegorocznych zawodach. Chciałabym , aby mama się lekko rozluźniła, ponieważ nie chcę , żeby ciągle o tym co dzieje się w Kazachstanie rozmyślała. Podeszłam do mamy, która właśnie wyciągała talerze.
- I co ? jesteś gotowa na wyjazd na plażę ?
-Taaak...-powiedziała z uśmiechem. Od razu spostrzegłam , że ten uśmiech na pewno jest udawany.
       Kiedy pakowałyśmy już ostatnie rzeczy , mama zapytała :
-Wiesz...Pamiętasz jak ja , ty i tata co tydzień jeździliśmy do Wesołego Miasteczka ?
-Tak ! Tato zawsze pomagał mi wsiąść na tą wielką karuzelę z konikami Pony , na którą teraz już niestety się nie mieszczę.-powiedziałam śmiejąc się.
- A potem wracaliśmy do domu i oglądaliśmy  filmy  na naszym kinie domowym. Pamiętasz jaki najbardziej lubiłaś film ?
-Tak ! Nazywał się " Szkoła Uczuć " , chociaż w ogóle go nie rozumiałam i tak za każdym razem płakałam na koniec filmu.
Rozstanie z tatą było dla mnie naprawdę bolesnym i trudnym okresem , tak samo boleśnie znosiła to mama. Wierzyłyśmy obie , że tato wróci i z powrotem będzie wszystko jak dawniej.
      Kiedy razem jechałyśmy na plażę słuchając muzyki przez słuchawki patrzyłam na piękny krajobraz Los Angeles. Wreszcie dojechałyśmy na plażę. Wysiadłam z auta i pomogłam mamie wyjąć moją deskę surfingową. Obie poszłyśmy na plażę. Ja założyłam strój kąpielowy , a mama właśnie zaczęła rozkładać swój leżak. Weszłam do wody i powoli zaczęłam wchodzić na deskę. Czułam się świetnie ! Szum fal , woda i widok zapadającej sie nad tobą fali jest bezcenny. Nagle poczułam straszny ból brzucha , a potem jakby ktoś uderzył mnie czymś ciężkim w głowę. I nagle...CIEMNOŚĆ.
                                                                              Powoli zaczęłam otwierać moje zaspane powieki i zauważyłam , że znajduję się w białej i jasnej sali , a nade mną stała mama i jakiś facet.
-Brithany ! Słyszysz mnie ? Jestem doktor Pepper ,  a  ty jesteś w szpitalu.
-Co ? Co się stało ? - zapytałam na pół przytomna.
-Spadłaś z deski i przygniotła cię dość duża fala. -powiedziała mama.
Nagle do sali wszedł kolejny lekarz z jakąś teczką i zawołał mojego lekarza na korytarz , a z nim moją mamę.
-Panie doktorze wyniki są dość niestabilne.
-Jak to ? Co się stało ? - zapytała mama.
-Proszę spojrzeć na to.-powiedział lekarz podając teczkę doktorowi Pepper.
Lekarz oglądał wszystko uważnie i dokładnie , a potem powiedział do mamy :
-Proszę pani ! - zaczął. - Niestety mam złe wieści. Pani córka jest ciężko chora.
-Jak to !? Na co !?
Lekarz spojrzał na mamę i powiedział :
-Niestety , pani córka ma...ma raka.
-Co !?
Twarz mamy natychmiastowo pobladła. Nie mogła w to uwierzyć. Tata walczy na wojnie i nie wiadomo czy w ogóle wróci , a jej córka ma białaczkę !?  Mama ze łzami w oczach weszła do sali i spojrzała na mnie.
-Kochanie...
Wiedziałam , że coś jest nie tak.
-Brithany ja naprawdę nie wiem jak ci to powiedzieć...Masz...córeczko masz raka. -powiedziała z płaczem.
Świat zawalił mi się w przeciągu kilku minut. Jak to ja i...po prostu nawet nie potrafię wymówić tego słowa.
-Wszystko będzie dobre córeczko.-powiedziała mama tym razem ze szczerym uśmiechem.
-Brithany ! - zaczął lekarz - wiesz ilu młodych ludzi zwycięża tę chorobę ? Wiesz co ? Myślę , że tobie też się uda.-powiedział poklepując mnie po ramieniu. Nadal nie mogłam dojść do siebie. Dlaczego akurat ja !? Jest tylu ludzi , w tylu miastach , na całym świecie , dlaczego akurat Bóg zdecydował , że to ja muszę się z tym zmierzyć !?
-Czy u córki były już bóle brzucha lub zawroty głowy ? - zapytał lekarz spoglądając na mamę.
-Tak , zdarzyło się to kiedyś , ale myślałam , że to tylko z głodu.
-Otóż nie , wtedy najprawdopodobniej pani córka miała pierwsze stadium tej choroby.
Mama spojrzała na lekarza pytająco.
- Czyli córka będzie musiała zostać w szpitalu ? - zapytała zaniepokojona.
- Nie oczywiście , że nie. Po prostu proszę się zgłosić za miesiąc na kolejną wizytę , a my od zaraz zaczniemy szukać odpowiedniego dawcy.
- Kiedy mogłybyśmy wyjść ?
-Hm...? Możecie nawet teraz , ale proszę uważać na córkę.
-Tak , dobrze na pewno będę na nią uważała.
Wyszłyśmy z mamą ze szpitala. Ubrana byłam w długi sweter i białe rurki.
Mama spojrzała na mnie z głębokim żalem.
-Wszystko będzie dobrze , zobaczysz...-powiedziała z uśmiechem.
Gdy wróciłyśmy do domu od razu weszłam do kuchni i zajrzałam do lodówki.
-Co robisz ? -zapytała mama odkładając torebkę.
-Lekarz powiedział , że mam dużo jeść.-powiedziałam szybko wyciągając puszkę z lodami truskawkowymi.

PROLOG

"W drodze do celu nie wykazuj się brakiem kompasu "
Niech cię nie niepokoją,
Cierpienia twe i błędy,
Wszędy są drogi proste lecz i manowce wszędy,
O to chodzi jedynie by naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi , gdzie indziej niż się chciało.
Zostanie kamień z napisem :
" Tu leży taki i taki ",
Każdy z nas jest Odysem , co wraca do swej Itaki.
Leopold Staff fragment wierszu " Odys.".
                                                               





PROLOG
    Widzę wodospad, biegnę przed siebie , lecz jakoś wydaje mi się, że biegnę do nikąd .Nie mam celu, ale biegnę dalej .Chcę się zatrzymać, ale nie potrafię. To naprawdę wyczerpujące, powoli opadam z sił. Wreszcie coś widzę ,czyżby mój wysiłek opłacił się ?  Widzę to ! Czy to moje dzieciństwo ? Uśmiechająca się do mnie ? Czy to może ta wiara , która aż bije pełnym blaskiem !? Wszystko co kocham i w co głęboko wierze .Tylko dlaczego nadal nie mogę się zatrzymać ? Czuję ten wielki wysiłek ! Nie czuję moich nóg ! To naprawdę straszne , ale wiem , że tak chyba musi być. Zamykam oczy , widzę różne kolory tęczy i nagle....pustka , wszystko pokrywa barwa bieli , ale widzę ten jeden kolor tam w głębi , to... Nie wiem czemu , ale to kolor różowy.