" Wina czy kara "
Powoli szłam w stronę salonu , a potem wskoczyłam w głęboki fotel. Włączyłam TV. Akurat leciał serial o celebrytach.
-Kolejna gwiazda to Marlin Monroe , która w wieku 39 lat zmarła z powodu przedawkowania.
Od zawsze fascynowała mnie postać Marlin Monroe , ponieważ według mnie była to godna zainteresowania osoba.
Minuty i godziny ciągnęły się w nieskończoność. Co parę sekund spoglądałam na zegarek , który wisiał na ścianie. Cały czas myślałam o surfingu. Naprawdę to było moje prawdziwe powołanie. Kochałam surfing i nie zamierzałam go zostawić. Tego samego dnia mama zadzwoniła do doktora Peppera i zapytała czy ma dla mnie dobre wieści i czy nadal mogę surfować.
-Kochanie...-zaczęła mama wchodząc z telefonem do salonu.-dzwoniłam do doktora Peppera i zapytałam czy możesz surfować. Niestety doktor powiedział , że to nie wchodzi w grę. Przykro mi.
Że co !? Ja miałabym porzucić surfing !? Przecież surfing to moje drugie życie ! To połowa mnie ! Nie mogę , po prostu nie mogę do pozostawić ! W nocy nie zmrużyłam oka , cały czas myślałam o tym , że już nigdy nie będę surfować. To niewiarygodne ! Nie chciałam z nikim rozmawiać , nie chciałam nic jeść. Chciałam tylko być w moim pokoju , w ciemności...
Całkiem pogrążyłam się w sobie i skryłam się jeszcze bardziej niż kiedyś. Mijały godziny , dni , tygodnie i miesiące. Pewnego dnia mama weszła do mojego pokoju.
-I co gotowa ? - zapytała z uśmiechem.
-Ale na co ?- powiedziałam nie wykazując przy tym żadnych emocji.
- Na wyjazd na plażę ! Mówiłaś , że pojedziemy tam wtedy kiedy będę chciała , więc dzisiaj jest ten dzień !
-Nie chcę nigdzie jechać...
Mama spojrzała na mnie poważnie , podeszła do mnie , usiadła koło mnie na łóżku i powiedziała :
-Słuchaj Brithany ! Wiesz ile osób to przezwycięża , a potem normalnie żyje ? Nie możesz wiecznie się bać ! Musisz stawić temu czoło i iść na przód. Przecież życie toczy się dalej , a jedna przeszkoda nie musi tego skończyć ! Nie możesz wiecznie żyć w ciemności , musisz wyjść na światło dzienne i pokonać strach ! Jest takie słowo " Carpe Diem " jest to słowo łacińskie. Oznacza chwytaj dzień. Ty właśnie musisz powtarzać to słowo cały czas ! Musisz w końcu uwierzyć , że wszystko skończy się dobrze.
Słowa mojej mamy chyba na dobre utkwią mi w mej pamięci. Miała całkowitą rację ! Musiałam chwycić dzień i opanować moje życie.
-Masz rację ! -powiedziałam wstając.
Mama uśmiechnęła się i powiedziała :
-No , więc pakuj rzeczy , ubierz się i jedziemy !
Szybko wyskoczyłam z pokoju i poszłam sie przygotować.
Jechaliśmy na plażę , ja jadłam truskawki , tak długo nie czułam ich pysznego smaku w ustach . Kiedy dojechałyśmy na plażę i wysiadłam z samochodu , ujrzałam przepiękny widok. Był to wielki i piękny ocean. Te fale w oddali , to słońce i ta morska bryza , którą kochałam !
" Carpe Diem " - wciąż myślałam.
Weszłam na gęsty piasek i założyłam strój kąpielowy.
-Może pospaceruj po plaży , a ja będę się opalała dobrze ? -zapytała mama.
Lekko pokiwałam głową. Spacerowałam po całej plaży , delikatna bryza wodna pryskała na moje ciało. Szybko spostrzegłam budkę z colą , więc szybko do niej podeszłam i kupiłam jedną dużą colę. Na sobie miałam krótkie szorty z wysokim stanem i t-shirt z napisem " Creazy Life ".Spacerowałam i piłam colę , aż nagle zauważyłam stado mew , które leciały w stronę słońca. Niestety nie zauważyłam , że w moją stronę jechał jakiś chłopak na desce. On chyba też mnie nie zauważył , ponieważ kiedy już miałam odwrócić się , aby dalej iść oboje zderzyliśmy się. Cola , którą trzymałam wylała mi sie na T-shirt , a chłopak przewrócił się , a z nim także ja.
-Uważaj jak chodzisz idioto ! - krzyknęłam próbując wstać.
-Przepraszam , nie zauważyłem cię.-powiedział pomagając mi wstać.
-Powinieneś bardziej uważać wiesz !?
-Ja !? A ty ?
-Co ja ? Przecież ja nic nie zrobiłam , to ty wjechałeś na mnie i jeszcze wylałeś mi colę na T-shirt !
-Pfs !
O nie ! Na to sobie nigdy nie pozwalam !
-Co pts !
Chłopak odwrócił się do mnie i powiedział :
- Jesteś wredna ! Wina leży też po twojej stronie !
- Tak , po mojej ! - powiedziałam to i poszłam dalej.
Chłopak szybko podbiegł do mnie i powiedział :
- Hej ! Zapomniałem zapytać cię jak się nazywasz ?
-Brithany. -powiedziałam idąc dalej.
-Brithany ! A ja Bart !
Nie zważałam na jego słowa tylko szłam dalej.
- Zaczekaj Brithany ! Może dasz się zaprosić na przeprosinową colę ? Albo shake ?
-Nie mam ochoty ! - burknęłam.
- Proszę ! Ja stawiam i przecież jestem ci to winien ! - powiedział z uśmiechem.
Pomyślałam , że to przecież nic złego , że pójdę z nim i chyba przecież powinnam chwytać dzień prawda !?
- No dobrze , ale tylko godzina !
- Spoko tylko godzina , idziemy ?
Lekko pokiwałam głową.
Najpierw poszliśmy na skate i frytki.
-Masz na imię Brithany tak ? - zaczął. - to jak masz na nazwisko ?
- Queen.
Bart popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.
-Dlaczego jesteś smutna ? - zapytał.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Wcale nie jestem smutna , tylko ci się wydaję !
- Przecież widzę , że coś jest nie tak.
Zrobiłam jeden głęboki łyk i powiedziałam :
- Ostatnio miałam trudny okres...
- Jaki ? Przepraszam nie chcę być natrętny , ale po prostu jestem ciekawski.-powiedział z uśmiechem.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.-powiedziałam śmiejąc się.
Bart także się śmiał. Po chwili wziął jedną frytkę do ust.
- Ostatnio dowiedziałam się , że jestem ciężko chora.
Powiedziałam mu to , ponieważ myślałam , że jest osobą , której naprawdę można zaufać.
- Oh ! Przepraszam , ale nie wiedziałem.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam :
- Tak...lekarze stwierdzili u mnie raka...
Bart złapał się za usta , a po chwili powiedział :
- Przykro mi , ale nie martw się , przecież tylu osobom się udaje to zwyciężyć ! - powiedział.
- Moja mama mówi to samo...- nagle przypomniałam sobie , że mama pewnie nadal na mnie czeka. Spojrzałam na zegarek , była 17 : 00.
- O mój Boże ! Bart strasznie cię przepraszam , ale muszę wracać do mojej mamy !
- Spoko , ale chciałbym dostać chociaż twój numer telefonu !
Szybko zapisałam mu mój numer , a on dał mi swój. Potem szybko popędziłam do mamy , która pewnie już na mnie czekała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz